Następnego dnia z rana, mama Karola trochę się zmartwiła. Była godzina 11, a Karol zawsze o tej godzinie siedział już przy stole, jedząc bardzo skromne śniadanie. Z ciekawości postanowiła zobaczyć, co jej syn, robi u siebie w pokoju? "Pewnie jeszcze śpi" - pomyślała. Stanęła przed drzwiami, złapała za klamkę i po cichutku otworzyła je...
- Karol, śniadanie już..... - w tej chwili zamilkła. Nogi jej się ugięły. Zobaczyła, jak całe życie przeleciało jej przed oczami. Tuż przed nią, na podłodze leżał jej ukochany syn, a obok niego żyletka ojca - cała we krwi. Łzy spływały jej po policzkach. Podbiegła do syna, i zbadała tętno. "Boże, żyje!" - odpowiedziała w myślach. Wzięła najbliżej leżącą poduszkę, zdjęła z niej poszewkę i przyłożyła do nadgarstków Karola.
-Synku, kochanie moje! Coś ty zrobił!? - krzyczała do syna. - Karol, odezwij się! Karol!!! - krzyczała ze łzami w oczach. Nagle do pokoju, wszedł ojciec. Znieruchomiał, widząc nieprzytomnego syna. Pobiegł na dół, mając chory kręgosłup i zadzwonił po pogotowie. Karetka przyjechała po 15 minutach..
W szpitalu Karol odzyskał przytomność. Obok niego przy łóżku siedziała matka, trzymająca go za dłoń. Nie mógł pojąć, gdzie się znajduje? Co tu robi? Myślał, że umarł. Myślał, że jest po drugiej stronie. Myślał.. Jednak mama nie pozwoliła mu odejść. Uratowała mu życie. Ale on jej za to nienawidzi. Odebrała mu wieczne szczęście..
- Syneczku, powiedz mi, dlaczego to zrobiłeś? - zapytała.
- Miałem dosyć. Tych wyzwisk, tych przykrych wydarzeń. Tego, że nigdy nie będę szczęśliwy, tego że nigdy nie założę rodziny. Tego, że nie będę miał kochającej żony. Tego, że nikt mnie nigdy nie pokocha. Że jestem brudny. Właśnie dlatego..
- Kochanie.. tak bardzo mnie zabolało, jak znalazłam ciebie w tym pokoju... Ale lekarz powiedział, że będziesz żył. Dodało mi to otuchy.
- A ten lekarz nie miał jakiś dobrych wieści?
Po tych słowach, matka wyszła. Nie mogła uwierzyć w to, co jej syn powiedział. Że nie chce żyć. Po prostu nie mogła w to wszystko uwierzyć, co się z nią dzieje. Co się dzieję z nią i jej rodziną.
Po dwóch dniach Karol wyszedł do domu i wrócił do szkoły. Było 28 stopni, a on chodził w grubym swetrze. Dlaczego? Nie chciał aby ktoś widział jego ran.. Pierwszym tekstem powitalnym w stosunku do niego było: "Ej, śmierdziel! Co robiłeś w szpitalu? Pociąłeś się? Czego nie umarłeś? Nikt by nie płakał! Haha" - i został obrzucany papierkami i śmieciami z kosza.
- Właśnie dlaczego ja nie umarłem.. Byłbym szczęśliwy.. A teraz? Muszę cierpieć.. Nie mam nikogo! Każdy mnie nie obraża! JA CHCĘ UMRZEĆ! UMRZEĆ!! - krzyczał sam do siebie w swoich myślach.. - Ja tylko chcę umrzeć...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz