Karol pochodził z biednej rodziny. Jego tata od dziesięciu lat jest na rencie, a mama pracuje jako gospodyni na plebanii u pobliskiego proboszcza. Rodzina jest bardzo wierząca i nie wstydzi się swoich wyznać. Rodzice oprócz Karola wychowują także dziesięcioletnią córką - Julię. Niska pensja matki nie pozwalała na dobre utrzymanie rodziny. Jednak ta starała się robić, co tylko może aby rodzina miała dobry byt.
Dzieci nigdy nie były lubiane. Poniżano je z powodu brudnych ubrań, braku drugiego śniadania, nie jeżdżenia na wycieczki, do kina.. Julia nie zwracała na to nigdy uwagi, ale Karol przeciwnie. Bardzo bolała go ta cała sytuacja. Chciał mieć chociaż jednego przyjaciela, który by wspierał go na duchu i pomagał mu w codziennych problemach. To były tylko jedynie marzenia, gdyż Karol od początku swojej historii w gimnazjum miał tylko dwa określenia: "Śmierdziel" i "Brudas".
Pewnego popołudnia mama Karola przyniosła do domu niesamowite wieści:
- Dostała 100 złotych premii od proboszcza! Za te pieniądze kupię wam porządne buty na wiosnę! - powiedziała szczęśliwa matka, przytulając swoje dzieci. Po obiedzie poszli do pobliskiego sklepu obuwniczego. Kupili dwie pary butów i wyszli do domu. W drodze powrotnej Julia spytała się mamy:
- Mamusiu?..
- Tak, kochanie? - odpowiedziała matka na zaczepkę córki.
- Dlaczego kupiłaś nowe buciki tylko mi i Karolowi, a sobie nie kupiłaś nawet najtańszych? - zapytała zaciekawiona córka, Matce zakręciła się łezka w oku. Spojrzała na syna ze smutkiem, po czym znów skierowała oczy na Julię.
- Julio, czy ja chodzę do szkoły? - zapytała mama.
- Nie.. - odpowiedziała dziewczynka.
- Czy mi robią przykrość, żartując z moje wyglądu i ubioru? - zapytała ponownie.
- Nie.. - odpowiedziała Julia, nie wiedząc, o co chodzi. Karol przetarł swoje niebieskie oczy rękawem od bluzy. Chciał się popłakać, jednak widział siedzących w parku obok znajomych ze szkoły. Nie chciała aby ponownie stał się powodem do żartów. Spojrzał na mamę. Widział, jak ociera łzy, które spływały jej po policzkach. Potem skierował wzrok na Julkę. Przestraszona patrzyła to na mamę, to na Karola. Wreszcie, wydobyła z siebie słowa i zapytała matkę:
- Mamusiu.. odpowiedź mi.. Nie bądź taka cicha. To smutne... - po czym złapała mamę za rękę..
- Widzisz kochanie. - kontynuowała mama.. ja chcę dla was dobrze.. nie chcę żebyście cierpieli przez swoich rówieśników... chcę żebyście byli szczęśliwi. Te sto złotych miało być na moje lekarstwa, ale ja się przemęczę, a wy nie. Widzę, jak cierpicie przez te dzieci.. - po czym zamilkła.. Cała rodzina udała się z powrotem do domu..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz